Aktualności

Najnowsze informacje z klubu

RAMON OLIVEIRA: W LEGNICY PRZYWITANO MNIE JAK W RODZINIE [WYWIAD]

Napisz proszę, że jestem bardzo wdzięczny chłopakom za to, jak mnie przyjęli w szatni. Czuję się w niej, jakbym w Legnicy grał już od dawna – tak zaczyna rozmowę Ramon de Oliveira Pereira. Poznajcie bliżej nowego rozgrywającego Siódemki Miedź Legnica!

Ponoć jesteś najlepiej mówiącym po polsku Brazylijczykiem. Wrodzony talent do języków czy dobrzy nauczyciele?

Chyba to drugie. Gdy przyjechałem do Polski nie znałem ani jednego słowa. Nauka rozpoczęła się w szatni Wybrzeża Gdańsk. Koledzy z drużyny pracowali nad moim polskim, ale na efekty trzeba było poczekać. Pierwsze słowo, jakie poznałem? Nic oryginalnego nie zdradzę. Zaczyna się na „k” (śmiech – przyp. red.). Po dwóch latach zacząłem mówić po polsku na tyle, że nie miałem problemów z komunikacją. Im dłużej byłem w Polsce, tym mówiłem lepiej. Dziś chyba nie jest już najgorzej, bo rozmawiamy po polsku, i jakoś daję radę.

Świetnie sobie dajesz radę! To opowiedz, dlaczego jako młody chłopak wyjechałeś z Brazylii?

Piłka ręczna w Brazylii nie ma szans w konkurencji z piłką nożną, siatkówką i koszykówką. Jest za to popularna na poziomie szkoły podstawowej. Każdy chłopak w moim kraju grał w handball w dzieciństwie. Jeśli jednak chcesz coś osiągnąć w tej dyscyplinie sportu to lepiej wyjechać do Europy. Ja wyjechałem najpierw do Portugalii.

W Brazylii piłka nożna jest religią. Dla ciebie też?

Tak, jest religią, ale dla nowej generacji Brazylijczyków już coraz mniej. Ja lubię oglądać futbol, ale nie jestem jakimś wielkim pasjonatem. Przyznam, że wolę futsal. Jednak jak przystało na Brazylijczyka, mam swój klub. Kibicuję Vasco Da Gama.

Wróćmy do Portugalii. Wydaje się być ona dla Brazylijczyka naturalnym kierunkiem. Odpadają problemy związane z aklimatyzacją, bo wiadomo – język, kultura. Skąd zatem pomysł na granie w Polsce?

To było tak. W Orlen Wiśle Płock grał mój przyjaciel, Jose Toledo, który wcześniej występował we francuskim Grannolers, a po czterech latach w Płocku związał się z Vardarem Skopje. Jego gra bardzo przypadła do gustu Damianowi Wleklakowi, ówczesnemu trenerowi Wybrzeża Gdańsk. No i Wleklak spytał Jose, czy zna kogoś, kto gra w podobnym stylu. Od razu wskazał na mnie. W 2016 roku przyjechałem do Gdańska na testy, a potem podpisałem kontrakt.

Ten okres gry w Wybrzeżu to był twój prime time?

Na pewno to był świetny czas. Dobrze grałem, miałem świetne liczby. A mogło być jeszcze lepiej, gdyby nie kontuzje. Przeszedłem dwie operacje, które z pewnością wyhamowały moją karierę. Te cztery sezony w Wybrzeżu zawsze będę miło wspominał. Była tam świetna drużyna i super atmosfera w szatni.

Po Wybrzeżu była jeszcze Stal Mielec, liga szwajcarska i powrót do Polski, do Śląska Wrocław.

Bo Polska w międzyczasie stała się moją drugą ojczyzną. Z moją żoną Basią i synkiem mieszkamy w Jeleniej Górze. Poznaliśmy się gdy grałem w Gdańsku, a Basia w Kościerzynie. Zaiskrzyło i … jestem w Polsce. Dzięki miłości. Świetnie się czuję w Polsce, a w szczególności na Dolnym Śląsku. Tu jest teraz mój dom. Choć przyznam, że czasem tęsknię za tym brazylijskim domem w Brasilii, skąd pochodzę.

Minione pół roku w Śląsku Wrocław nie należało raczej do udanych. Nie grałeś zbyt wiele, a w styczniu klub zrezygnował z ciebie. Masz żal?

Nie, nie mam. Uważam, że zarząd klubu zawsze ma prawo podejmować personalne decyzje. Nie jestem już zawodnikiem Śląska, to etap życia dla mnie zamknięty. Dziś jestem skoncentrowany wyłącznie na występach w Siódemce Miedź Legnica.

W Śląsku miałeś okazję trenować i grać z naszym utalentowanym wychowankiem, Szymonem Packiem. Wróżysz mu karierę?

Uważam, że ma papiery na granie w Orlen Superlidze. Szymon ma bardzo dobry rzut i ekspresowe podanie do skrzydła. Mam nadzieję, że trafi na trenera, który wydobędzie z niego to, co ma najlepsze i z czasem stanie się kompletnym zawodnikiem. Przyszłość przed nim, przecież to jeszcze młody zawodnik.

Masz coś jeszcze na boisku do udowodnienia?

Mam 32 lata i trochę sezonów w różnych klubach. Mimo to, chcę pokazać, że wciąż jestem wartościowym zawodnikiem. Jestem bardzo szczęśliwy, że trafiłem do drużyny z Legnicy. Przywitano mnie tu, jak w rodzinie. To bardzo dla mnie ważne. Czuję się tu świetnie i zrobię wszystko, by pomóc Siódemce w utrzymaniu się w Lidze Centralnej. Na razie poznaję nowych kolegów, styl gry, wymagania trenera. Ale już widzę, że zespół ma spory potencjał i mnóstwo ambicji. Jest tu dużo młodych zawodników. Chciałbym dzielić się z nimi swoim doświadczeniem. Napisz proszę, że jestem bardzo wdzięczny chłopakom za to, jak mnie przyjęli w szatni. Czuję się w niej, jakbym w Legnicy grał już od dawna.

Już w swoim debiucie, w Ciechanowie, rozegrałeś dobry mecz. Na boisku nie było za bardzo widać, że jesteś po dwóch treningach z drużyną.

Dziękuję za dobre słowa, ale ja nie jestem zadowolony z tego meczu, bo przegraliśmy. Po prostu nienawidzę przegrywać. Bramki i asysty schodzą na dalszy plan.

A jak oceniasz poziom Ligi Centralnej?

Myślałem, że poziom w tej lidze jest niższy. Tymczasem jest w niej sporo mocnych drużyn i utalentowanych, młodych zawodników. Liga Centralna jest bardzo atrakcyjna, bo wyrównana. Ciężko przewidzieć wyniki, każdy z każdym może wygrać. No może poza Warszawą.

Nas czeka niełatwa walka o utrzymanie. Damy radę?

Pewnie, że damy radę. Mamy duże problemy z kontuzjami, ale jestem przekonany, że osiągniemy cel. Miejsce Legnicy jest w Lidze Centralnej. Cieszę się już na debiut przed legnicką publicznością. Przed nami dwa ciężkie mecze ze Stalą i Śląskiem. Ale najważniejsze spotkania rozegramy w dalszej części sezonu, z bezpośrednimi rywala z dolnej części tabeli.

ROZMAWIAŁ PAWEŁ JANTURA. FOT. JAKUB WIECZOREK